Refleksje przy niedzielnej kawie

 

 Refleksje przy niedzielnej kawie.

W ostatnią niedzielę miałam przyjemność spotkać się z dawno niewidzianą przyjaciółką w kawiarni na warszawskiej Starówce. Klimatyczny wystrój, pyszna kawa i dodatkowo smaczne kanapki – to było to, czego nam było trzeba w to zimne i deszczowe popołudnie. Nareszcie po trzech latach mogłyśmy się nagadać i spędzić ze sobą czas. Pomogły nam w tym nasze znajome, które miały czas i mogły w ten sposób nam pomóc.

W przeciwieństwie do większości chyba lokali na Starówce, ten pozbawiony był schodków, co ułatwiło nam dostanie się do niego.

Po opowiedzeniu sobie co słychać, wypadków z dalszej przeszłości i tych nowszych, gadałyśmy o naszych aktualnych sytuacjach. Mimo, że na pierwszy rzut oka są one podobne, to jednak doszłyśmy do wniosku, że trochę one się jednak różnią. Ola (która również choruje na mózgowe porażenie dziecięce) także porusza się na wózku, ale przykładowo ma większe trudności z mówieniem niż ja, ponadto z powodu większego niedowładu problematyczne jest dla niej podpisywanie się na dokumentach. Dało mi to do myślenia na temat różnic, jakie ta sama choroba może powodować. Przykładowo, jeżeli chodzi o stopień samodzielności w załatwianiu spraw w urzędzie, na poczcie, u lekarza czy w banku – ja, jeżeli tylko mam transport, spokojnie sobie z tym radzę, pomimo pewnych trudności dykcyjnych. Natomiast mowa mojej koleżanki niestety nie jest na tyle wyraźna, by mogła bez pomocy kogoś innego załatwiać tego typu potrzeby.

Zaskakujący może być powód, dla którego Ola nie może uczestniczyć w programie asystenckim tak, jak ja. Spowodowane jest to przez bariery architektoniczne w jej własnym domu – brak dojścia do windy sprawia, że ewentualna pomoc asystentki nie wchodzi w grę, ponieważ dziewczyna zwyczajnie nie da rady sprowadzić wózka po ośmiu schodach, natomiast chłopaki w tego typu projektach to rzadkość. Ola wymaga także większej opieki w zakresie prawnym – potrzebuje pełnomocnika do załatwienia większości spraw, w tym także do podpisu. Zaskakujące może się dlatego wydawać to,
co jest jej dużym osiągnięciem – zdobyła pracę, która daje jej wielką satysfakcję.

Różne są także wstępne perspektywy na dalsze życie. Osoba z niepełnosprawnością, jeżeli żyje wśród ludzi chętnych do pomocy, może żyć we własnym domu a nie w ośrodku społecznym, w którym mieszkają pozbawieni takiego wsparcia.

Nurtują mnie ostatnio tego rodzaju przemyślenia, które zrodziły się we mnie nad filiżanką aromatycznej latte i włoską bagietką. Często myśli się o niepełnosprawnych jako o jednej grupie, a jest to zdecydowanie zbiór bardzo zróżnicowany wewnętrznie, co potrafi być zaskakujące, jak choćby to, że osoba, która nie może się podpisać, także może pracować i zarabiać. Cieszy mnie to spotkanie, pomocne dłonie moich znajomych i ludzi napotkanych w kawiarni. Fajnie, że mogłam przy okazji zaobserwować różne zmiany, dzięki którym wiele miejsc jest bardziej dostępnych. Zajmują mnie do dziś wszystkie zrodzone z tego dnia wnioski, dlatego chciałam się nimi podzielić.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Pomoc buduje i zmienia myślenie

Jesteśmy częścią społeczeństwa

Rozwój osoby z niepełnosprawnością- małe sugestie dla rodziców