WOLONTARIAT- wywiad z wolontariuszką, czyli jak się dzielić swoim czasem z drugim człowiekiem
WOLONTARIAT
Ostatnio miałam przyjemność rozmawiać z Patrycją Porębską na temat jej początków w wolontariacie. Co ją zainspirowało i co było iskrą, która rozpaliła chęć pomagania innym dowiecie się z poniższego wywiadu.
Jak długo udzielasz się w wolontariacie?
Zaczęłam swoją drogę z wolontariatem 5 lat temu na pierwszym roku studiów. Moje studia akurat wyglądały tak, że na pierwszym roku miałam sporo
wolnego czasu. Chciałam zaangażować się w jakąś formę pomagania ludziom, ale na
początku nie wiedziałam, co dokładnie mam robić. W pewnym momencie zwyczajnie
zgłosiłam się do wolontariatu w jednym z duszpasterstw akademickich i tam
spytano mnie, czy chciałabym pomagać pewnej pani na wózku inwalidzkim. Zgodziłam się.
Co Cię zainspirowało do tego typu działalności?
Jedną z inspiracji była książka s. Małgorzaty Chmielewskiej „Sposób na cholernie szczęśliwe życie”, w której pisała, że widzi rzeczywistość tak, że w tym pięknym świecie są dziury i między innymi naszym zadaniem jest to, żeby je łatać, czyli iść z pomocą tam, gdzie jest ona potrzebna. Taka perspektywa bardzo do mnie trafiała, bo od dawna też widziałam, że wiele radości przynosi mi pomoc innym osobom. Wierzę bardzo i doświadczam w życiu tego, że miłość się mnoży, gdy się ją dzieli z innymi.
Przyjeżdżając do Warszawy z małej miejscowości, skąd pochodzę, zderzyłam się też z widoczną na ulicach bezdomnością. To była dla mnie emocjonalnie i etycznie trudna kwestia. Nie chciałam pozostawać bierna w temacie pomocy im, ale jednocześnie nie wiedziałam, jak mądrze pomagać. Po jakimś czasie trafiłam wspólnotę Sant Egidio, która co czwartek wieczorem spotykała się z takimi osobami, dołączyłam do tej grupy i razem z nimi zaangażowałam się w pomoc na płaszczyźnie spotkań, rozmów, częstowania przygotowanymi posiłkami osób w kryzysie bezdomności. To był mega piękny i ubogacający czas w moim życiu.
Czy po przebytych doświadczeniach podjęłabyś taką samą decyzję i poszłabyś tą samą drogą?
Uważam, że zaangażowanie się w pomaganie to był super pomysł i w ogóle nie żałuję tej decyzji. Z perspektywy czasu widzę, ile ja sama dostałam przez zaangażowanie się w takie działania. Myślę, że pomoc innym osobom w jakiś sposób uczy pokory i empatii, czasem może wdzięczności za to, co się ma, a także zwyczajnie poszerza nasze sieci społeczne. Wydaje mi się też, że wolontariat pomógł mi w życiu złapać perspektywę, że nie liczy się to, ile się ma, ale w jaki sposób się jest. Spotkałam w swoim życiu osoby z niepełnosprawnościami, które po ludzku nie mają świetnych osiągnięć ani dużego majątku, ale pomimo swoich trudności dają innym to, co mogą- czas, uwagę, miłość oraz starają się przeżywać życie jak najpiękniej, robiąc dobrze to, co są w stanie. Jasne, nie każda z osób potrzebujących ma takie myślenie- wydaje mi się, że właśnie są też tacy, którzy potrzebują nas wolontariuszy, by taką perspektywę o sobie i swoim życiu złapać.
Co byś powiedziała osobom, które chciałyby pomagać i są niezdecydowane albo się wahają?
Myślę, że ważne jest postawienie pierwszego kroku, dalej jakoś to idzie 😉 Gdy się już w coś zaangażujemy, zawsze możemy badać, czy to dla nas dobre, czy jednak się w tym nie odnajdujemy, lub też- czy wolontariat nas za bardzo nie wciągnął (bo tak też się zdarza). Bliska jest mi myśl, że jeśli się nad czymś zastanawiamy, to pewnie lepiej spróbować i otworzyć się na coś nowego, co może się okazać piękną drogą, niż jakby trwać w zawieszeniu i nie podjąć decyzji.
Wydaje mi się, że na początku drogi z wolontariatem dobrze jest zadać sobie pytanie, gdzie mnie ciągnie, to znaczy- gdzie/komu chciał(a)bym pomagać albo do jakiej pomocy jest mi najbliżej na dziś. Gdy już mniej więcej to wiemy, to dobrze jest po prostu poszukać grupy wolontariatu. Gdy wejdzie się w jakąś społeczność, może być łatwiej, bo mamy wsparcie innych.

Komentarze
Prześlij komentarz